To książka o tym, jak łatwo się zakochać i równie łatwo zniszczyć sobie życie.

Sycylijskie życie Laury Biel zaczyna przypominać bajkę. Jest huczne wesele, mąż, który zrobi i odda dla niej wszystko, ciąża, prezenty i niewyobrażalny wprost luksus: służba, samochody, nadmorskie rezydencje. I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że wokół kręcą się sami gangsterzy, w powietrzu wisi nieokreślona zbrodnia, ktoś  stale próbuje ją porwać i zabić, a Olo, najlepsza przyjaciółka, ślepo podąża w jej ślady. Bycie żoną najniebezpieczniejszego mężczyzny na Sycylii ma swoje konsekwencje i Laura boleśnie się o tym przekona…

Druga część bestselleru 365 dni to nie tylko przyjemne love story, które czyta się przed snem na dobranoc. To fabuła pełna zaskakujących zwrotów akcji: ucieczek, pogoni, zdrad, walk o honor, śmiertelnego niebezpieczeństwa. To książka o tym, jak łatwo się zakochać i równie łatwo zniszczyć sobie życie.  Każdy rozdział zaskakuje , nic nie jest  oczywiste – poza ostrym seksem i grą, w której nie ma ani złych, ani dobrych  bohaterów. Jest za to wielka niewiadoma, wielka miłość, wielkie niebezpieczeństwo i  wielka namiętność.

Chwycił moją twarz w dłonie i delikatnie pocałował w usta, po czym odsunął się ode mnie i popatrzył spokojnym wzrokiem.
– Jestem przy tobie, maleńka – powiedział miękko. – Jesteś taka piękna… wyglądasz jak anioł... – Zamknął oczy i oparł czoło o moje.
– Chcę cię jak najszybciej mieć tylko dla siebie. Kocham cię, Lauro.
Uwielbiałam, jak to mówił. Ogarnęła mnie radość nie do opisania. Ten twardy, nieludzki, bezwzględny człowiek okazywał mi czułość. Pragnęłam, by ten moment trwał wiecznie, byśmy nie musieli nigdzie iść, z nikim się widzieć, byśmy byli tylko my.
Z dołu dobiegały głosy Domenica i Olgi, ale żadne z nich nie miało odwagi wejść i nam przerwać. Czarny otworzył oczy i ponownie delikatnie pocałował mnie w usta.
– Już czas, Mała, będę na ciebie czekał, pospiesz się.
Ruszył w stronę schodów i po chwili zniknął. Kiedy odchodził, patrzyłam na niego jak zaczarowana. Miał na sobie cudowny, granatowy smoking, białą koszulę i muszkę w identycznym kolorze jak marynarka. W jego klapie były wpięte delikatne kwiaty w kolorze mojej sukni. Wyglądał jak model żywcem wyjęty z pokazu Armaniego.
Usłyszałam kroki wspinającej się po schodach Olgi, która po chwili stanęła obok, poprawiając mi welon.
– Tę sukienkę to jakiś, kurwa, szatan wymyślił. – Śmiesznie przekrzywiając się na boki, usiłowała ją poprawić. – Za nic nie da się w niej chodzić, a po schodach to już całkiem niewykonalne. Jesteś gotowa?
Kiwnęłam głową i złapałam ją mocno za rękę. Kościół Madonna Della Rocca położony był w niemal najwyższym miejscu Taorminy. Była to imponująca budowla z XII wieku, odrestaurowana w 1640 roku, która malowniczo wznosiła się nad miastem. Kilkadziesiąt metrów niżej znajdował się zabytkowy zamek. W dole połyskiwało szafirowe morze.
Wysiadłam z samochodu i zobaczyłam biały dywan prowadzący do wejścia, a obok niego misterne dekoracje z kwiatów; całość zakłócali tylko rośli mężczyźni w czarnych garniturach strzegący wejścia.
Kościół był jedną z atrakcji miasta, którą tłumnie odwiedzali turyści na tyle wytrwali, by wdrapać się po setkach schodów wiodących na szczyt.
– Muszę iść do środka, tam będę na ciebie czekać. Kocham cię – wyszeptała Olo i mocno mnie przytuliła.
Stałam zdezorientowana na początku mojej dywanowej drogi i nie mogłam złapać tchu. Domenico podszedł do mnie i wsadził moją dłoń pod swoje ramię.
– Wiem, że nie ja powinienem tu stać, ale to dla mnie wielki zaszczyt, Lauro.
Przebierałam nerwowo nogami i kiwałam się, jakbym miała chorobę sierocą.
– Na co czekamy? – rzuciłam zniecierpliwiona.
Nagle wokół nas rozbrzmiała muzyka i jakiś niezwykle piękny kobiecy głos zaczął śpiewać Ave Maria.
– Na to. – Uniósł brwi w górę i uśmiechnął się lekko. – Chodź.
Pociągnął mnie nieznacznie w stronę wejścia i zaczęliśmy iść, a mój niebotycznie długi tren ciągnął się za mną. Na schodach obstawionych przez ochronę stały dziesiątki przypadkowych gapiów, którzy oklaskami zareagowali na mój widok.
Byłam zdenerwowana i spokojna zarazem  szczęśliwa i spanikowana. Im bliżej było do wejścia, tym mocniej waliło mi serce. W końcu przekroczyliśmy próg, a pieśń rozbrzmiała jeszcze głośniej, wdzierając się w każdą cząstkę mojego ciała. Stojący w kościele ludzie aż zamarli, ale ja patrzyłam tylko w jedną stronę. Obok ołtarza, zwrócony do mnie z promiennym uśmiechem stał mój olśniewający przyszły mąż. Domenico podprowadził mnie do niego i zajął miejsce obok Olgi.
Gdy podeszłam, Massimo chwycił moją dłoń, delikatnie ją pocałował i mocno przycisnął, kiedy wzięłam go za ramię. Ksiądz zaczął, a ja próbowałam skupić się na czymkolwiek innym niż don. Był mój, a za parę minut mieliśmy przypieczętować to na zawsze.

Nie oceniaj książki po okładce, a autora po książce.

Moja nadpobudliwość spowodowała, że w życiu szukam kolejnych pasji. Zaczęło się od sztuk walki kiedy byłam mała, pływania, tańca towarzyskiego. Słomiany zapał mam na drugie imię, ale to już wiecie z książki. Dorosłość też szczególnie mi nie pomogła, od wizażystki do hipnotyzera. Jak do tego doszło? Uciekając przed nieudanym związkiem wyprowadziłam się z Puław do Warszawy. Miałam dwadzieścia trzy albo cztery lata i tysiąc dwieście sześćdziesiąt złotych na przetrwanie. Niestety przerost ambicji sprawił, że porzuciłam wizaż na rzecz hotelarstwa (napis manager na wizytówce był bardziej zachęcający niż tytuł „kosmetyczki"), hotelarstwo sprawiło, że w kilka lat znienawidziłam eventy i wstawanie wcześnie rano. Rzuciłam hotelarstwo i skończyły mi się pomysły na życie. Wtedy napisałam książkę. Zajęło mi to jakieś trzy, cztery miesiące i znowu się nudziłam. A mówią, że inteligentne osoby nie znają nudy. Kolejny raz zmieniłam życie, wyprowadziłam się z Warszawy do Sopotu i zaczęłam zarządzać klubami. Znowu mi się znudziło (co za zaskoczenie) – pomyślałam, że będę żona i matką. Pomysł średni, w dodatku trafił mi się facet alkoholik. No to postanowiłam go leczyć, zostałam hipnotyzerem. Znowu pomysł średnio trafiony – on lubił pić, dałam mu spokój. Wróciłam do klubów, ale to już nie było to – za stara jestem, pomyślałam. Trzeba wydać książkę, która leży w komputerze już cztery lata. No dobra to wydajemy. Dlatego, że jestem nadpobudliwa Ty teraz jesteś na tej stronie.


Jeśli spodziewasz się powagi i głębokich przemyśleń, to idź do kościoła.
Tu jest lekko, wesoło i seksownie.
Cześć jestem Blanka i napisałam bestseller, bo ktoś mi kiedyś powiedział, że nie umiem pisać.